Wstęp
Atari ST
MiST
MJM
Sieć
Po polsku
Weź sobie
WWWięcej
Interesujące informacje dotyczące prywatności i plików cookie są tutaj.
Kontakt ze mną możliwy jest np. przez Twittera.

Wir pamięci

31 maja 2018

2000: Narodziła się.
2002: Zniknęła.
2018: Najgorsze stało się prawdą. Wróciła…

Po chwilowej, trwającej 16 lat przerwie, moja strona o Atari znów jest w sieci. Fakt jej przedłużającej się nieobecności mierził mnie mentalnie od dawna, niczym mroczna rysa na szkle przeznaczenia, zwłaszcza że przeklęte, oślizgłe macki podstępnych wrogów próbowały bezskutecznie wymazać z Internetu oraz z ludzkiej pamięci wszelkie ślady jej bytności. Owe pożałowania godne pseudostarania były jednak ponad wszelką wątpliwość z góry skazane na definitywne zatonięcie w bezdennym szambie sromotnej klęski, wypełnionym po same brzegi cuchnącymi ekskrementami druzgocącego upadku – ponieważ z każdym upływającym rokiem, z każdym mijającym miesiącem, z każdym dniem, godziną, minutą i sekundą zbliżał się jej nieunikniony powrót.

Strona wraca z czeluści zapomnienia wraz z poprawioną wersją aplikacji Marijuana Mail oraz, prócz paru szaleństw i bzdur, zupełnie nowym narzędziem MJ‑Time, ustawiającym automatycznie zegar Atari przez Internet, co może być przydatne dla posiadaczy MiST‑a. Acha, no właśnie: dowiecie się tu także, co to takiego jest MiST.

Oczywiście obecnie sens istnienia tej strony jest zerowy, bo użytkowników Atari już nie ma. Ci, którzy ją pamiętali – wyginęli, niczym murkwie, dinozaury, mamuty, pćmy łagodne, ptaki dodo oraz tygrysy szablastodziobe. Czy jak im tam. Nie pomnę, to było bardzo dawno temu. Serce gryzie nostalgia, a duszę ścina lód. Mimo wszystko strona ta powróciła, jak Feniks z zatęchłych popiołów rozpaczy, aby niczym wyrzut sumienia dumnie stać na zapomnianych zgliszczach przeszłości.

No bo w sumie czemu nie.

Parę uwag technicznych: przywróciłem zbędną archiwalną zawartość i jest ona dostępna dla niezdrowo zainteresowanych pod odpowiednimi latami na dole paska bocznego widocznego po prawej. Do większości wpisów dodałem komentarz zawierający wyjaśnienia mogące się przydać z dzisiejszego punktu widzenia, albo po prostu takie tam słodkie pierdzenie bez sensu. Natomiast menu widoczne na górze strony i na początku wspomnianego paska bocznego daje dostęp do nowszych treści, dotyczących między innymi podłączania Atari do sieci oraz konfiguracji MiST‑a. Jeśli nie widać paska bocznego (bo zamiast przeglądać tę stronę normalnie, na komputerze, to wyświetlacie ją na jakimś telefonie), należy użyć przycisku Menu u góry.

Dawno temu strona ta wyglądała mniej więcej tak, jak na poniższym zrzucie ekranu. Wiem, że ludzie generalnie tak długo nie żyją, więc przydać się może jedno wyjaśnienie odnośnie tych trochę „poszarpanych” liter: w tamtych czasach fonty nie miały antyaliasingu, czyli programowo wygładzanych krawędzi, ale w rzeczywistości wyglądały znacznie lepiej, niż na współczesnych zrzutach, ponieważ wyświetlane były na ekranach CRT, które same z siebie delikatnie rozmazywały wszystkie piksele. Można powiedzieć, że był to taki „antyaliasing sprzętowy” ;)

Swoją drogą – zauważyłem niedawno, że pod Windows 10 nadal nie ma normalnego wygładzania fontów, tylko jakiś deformujący kształty znaków ClearType. Użytkownicy tego systemu mogą więc cały czas czuć się tak samo, jakby używali Atari z 1985 roku. To jest dopiero retrocomputing!

Zrzut ekranu, przedstawiający okno przeglądarki CAB, w którym wyświetlana jest wersja tej strony z 2002 roku.

W roku 2002 moje Atari TT, które było wówczas jedynym komputerem, z jakiego korzystałem – padło. Przesiadłem się wtedy na Power Macintosha 8500. Nawiasem mówiąc: pseudowielozadaniowość oferowana wówczas przez system Mac OS 9 była dla mnie szokującym krokiem wstecz w stosunku do działania systemu MagiC na Atari, ale przesiadkę rekompensowała szybkość procesora oraz 256 MB pamięci RAM.

Zamierzałem wtedy zmienić nieco zawartość tej strony oraz poprawić jej wygląd na taki, jaki widać na zamieszczonym niżej zrzucie ekranu, przedstawiającym okno przeglądarki Internet Explorer w systemie Mac OS 9.1. Wtedy też wymyśliłem dla niej nazwę, czyli „Requiem dla Atari” – wcześniej występowała ona tylko pod tytułem „Atari ST”, ponieważ powstała jako osobny dział na mojej stronie domowejW tamtych czasach nie było serwisów społecznościowych ani blogów, wszyscy natomiast tworzyli swoje „strony domowe”, które najczęściej zawierały zdjęcie autora, parę słów o sobie oraz kilka animowanych gifów – w większości wyjątkowo brutalnie gwałcących poczucie estetyki. Na takich stronach domowych autorzy często też dzielili się ze światem swoimi pasjami. .

Strona w nowej postaci była już prawie gotowa, ale z różnych przyczyn nigdy nie pojawiła się w sieci, milcząco odchodząc w mroczną, bezdenną otchłań rozpaczy i zapomnienia.

Zrzut ekranu przedstawiający okno przeglądarki Microsoft Internet Explorer na komputerze Macintosh. W oknie wyświetlana jest starsza wersja tej strony.

Aktualny wygląd „Requiem dla Atari” odzwierciedla tamten projekt, który przygotowałem w 2002 roku, choć obecne wdrożenie obejmuje wykorzystanie nieco nowszych technik (dzięki czemu strona jest „responsywna”, czyli dostosowana do różnych urządzeń, w tym mobilnych, choć niestety nie wyświetla się prawidłowo na Atari – ale powiedzmy sobie szczerze, istnieje znacząco większa szansa, że oglądasz ją na iPhonie, niż na komputerze z 1985 roku).

Artykuły mogą wydać się nieco długie, ponieważ nie są pocięte na kawałki. Współcześni twórcy serwisów internetowych lubują się w szatkowaniu nawet kilkunastozdaniowych tekstów, zmuszając czytelnika do wielu dodatkowych kliknięć podczas przechodzenia do kolejnych części. Chodzi im o sztuczne zwiększanie liczby ponownych odświeżeń strony, dzięki czemu mogą po pierwsze wyświetlić nowy zestaw reklam, a po drugie zademonstrować reklamodawcom zawyżoną liczbę odsłon. Na tej stronie nie ma reklam, więc artykuły mogą być przedstawione w zdrowej, wygodnej postaci, nieurągającej rozumowi i godności człowieka.

Zrzuty ekranu w częściach archiwalnych pochodzą z Atari TT. Zrzuty na nowszych stronach wykonane są pod MiST‑em, więc niestety nie są już tak kolorowe.

Nie oczekiwałbym tutaj jakiś przesadnie częstych aktualizacji. To nie to miejsce i czas.

1W tamtych czasach nie było serwisów społecznościowych ani blogów, wszyscy natomiast tworzyli swoje „strony domowe”, które najczęściej zawierały zdjęcie autora, parę słów o sobie oraz kilka animowanych gifów – w większości wyjątkowo brutalnie gwałcących poczucie estetyki. Na takich stronach domowych autorzy często też dzielili się ze światem swoimi pasjami.


 

Strona używa plików cookie, ułatwiających mi życie.

Nie ma tutaj żadnych reklam, artykułów podzielonych na slajdy, wyskakującego okienka z prośbą o zapisanie się do newslettera (serio, ktoś w ogóle świadomie zapisuje się do takich newsletterów?) ani innych odchyleń godzących w rozum i godność człowieka.

Have fun.

Zasady prywatności
OK